Ja jestem Diana

I bardzo się cieszę, że się tutaj znalazłeś!

Po wejściu na moją stronę przywitała Cię postać ze słowami “Nieważne co robisz, ważne w jakim stanie umysłu to robisz”
i myślę, że zrozumienie tych słów jest podstawą do dalszych eksploracji mojej strony.

Na pewnym etapie rozwoju pasji, jaką jest fotografia, uświadomiłam sobie, że… to nie obraz jest najważniejszy : )

Tworzenie fotografii od zawsze było dla mnie czymś więcej. Przez długi okres jednak, bardzo trudno było mi sprecyzować czym dokładnie ona jest. Dzisiaj, na podstawie moich 3-letnich poszukiwań, mogę z czystym sercem powiedzieć, że to proces czyni moją pasję czymś wyjątkowym.

Źródłem i przyczyną tak śmiałych wniosków jest projekt
“17 godzin 10 minut”, który otworzył mój umysł na to, co nienamacalne i czym dzisiaj chcę się dzielić [o projekcie możesz przeczytać niżej]. I jak łatwo się teraz domyślić – rysunek, który widziałeś na wstępie jest reprodukcją z fotografii wykonanej podczas 17-godzinnej ekspozycji.

Fotografia - to nie obraz.
proces, który należy przeżyć

Realizacja tego projektu była moją pierwszą, świadomą próbą zobrazowania myśli, iż proces wewnętrzny jest na równi, bądź ważniejszy od finalnego efektu w postaci fotografii.

Projekt "17 godzin 10 minut" sprawił, że na fotografię przestałam patrzeć jak na obraz. Utożsamił się on z procesem, który należy przeżyć we własnym wnętrzu i za pośrednictwem środków, jakie daje nam fotografia, jedynie spróbować go zobrazować.

17 godzin 10 minut (3:55 - 21:05)
Fot. archiwalna

Stojąc 17 godzin 10 minut w bezruchu, wystawiając swoje ciało na próbę wytrzymałości, a umysł na próbę zrozumienia, w pełnym skupieniu poszukiwałam odpowiedzi na nurtujące mnie pytania "kim jestem?", "dokąd zmierzam?".

Dlaczego to jest tak istotne?

I co sprawia, że chcę o tym mówić

Kilka miesięcy temu… zrodził się we mnie mały bunt.

POSTANOWIŁAM, ŻE REZYGNUJĘ Z FOTOGRAFII.

Taaaaaaaak… Tak bardzo bolał mnie zalewany nic nieznaczącymi obrazkami świat, że postanowiłam nie dokładać do niego swoich!

Na szczęście nie da się zrezygnować z czegoś, co Cię kształtuje : )
Bunt okazał się potwierdzeniem, że fotografia jest czymś więcej, a rezygnacja z robienia zdjęć – nic nie zmieni. Tym sposobem powstała ŚWIATOCZUŁA – z buntu do świata, a jednak na niego wrażliwa ; )
Od teraz moje myśli i emocje przybierają formę bloga, a bunt zamieniam w walkę o świadomość, że fotografia, to nie tylko zdjęcie!

zapraszam!